„Wszystko leciutko. Tlenik.” – Marcin Domin podsumowuje listopad


   Co by nie pisać o listopadzie, jeśli nie jesteś przełajowcem i nie szykujesz szczytu formy na zbliżające się Mistrzostwa Polski czy Mistrzostwa Świata, Ameryki w listopadzie nie odkryjesz. Ale z jednego względu warto poczytać co mają do przekazania nasi zawodnicy – wszak to pierwszy miesiąc współpracy z nami.

   „No i minął listopad. Dla mnie to miesiąc roztrenowania i odpoczynku. Przez pierwsze trzy tygodnie robiłem tylko dwa treningi w tygodniu. Jeden na spinningu a drugi biegowy. Wszystko leciutko. Tlenik. Bardzo fajnie odpocząłem. Łydki już nie „rwą” przy porannym wstawaniu. Fajnie. Treningi powróciły w ostatnim tygodniu listopada. I to też raczej lekkie. Bez szaleństw, ale regularnie i codziennie. W sumie w omawianym miesiącu na treningach spędziłem 15,5 godziny, z czego ponad 6 godzin to bieganie, ponad 5 godzin spinning i 4 godzinki roweru.

   Mieszkam na Podhalu więc, jak łatwo się domyślić, pogoda nas tutaj nie rozpieszcza. Temperatury już teraz spadły poniżej zera nie mówiąc już o śniegu. O dziwo absolutnie nie przeszkadza mi jazda na trenażerze. Powiedziałbym nawet, że to lubię. Słucham muzyki i kręcę. Wykonuję zadane ćwiczenia i jest fajnie. Co do samopoczucia to nie narzekam. Mam duże oparcie w rodzinie i mocne  postanowienie poprawy wyników z poprzednich sezonów. Robiłem sobie też między czasie  badania wydolnościowe których wynik, powiem szczerze, dosyć mocno mnie zaskoczył. Okazało się bowiem, że mój próg LT się podniósł (sic!). Pod koniec marca wynosił 159, a teraz 163. Dziwi mnie to o tyle, że po tak hardcorowej chorobie, ciężkim leczeniu i braku treningów w czerwcu i lipcu [Marcin walczył w tym czasie z nowotworem – przyp. red.] myślałem, że będę miał ten próg bardzo nisko. A tu niespodzianka. Wniosek. Warto było trenować te parę lat wcześniej.

   Czy coś bym chciał zmienić w treningach? Raczej nie. Oddaję się w ręce trenera i ufam, że razem osiągniemy zamierzone cele. Myślałem tylko, że będzie więcej godzin treningu w tygodniu, ale oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że to dopiero okres przygotowawczy. Lubię też biegać i trochę mi tego brakuje. Zeszłej zimy piłowałem biegi górskie na pobliski Turbacz czy na ścieżki leśne blisko domu. No ale w końcu mienię się kolarzem a nie biegaczem i skoro mam kręcić to kręcę.”


Jeden komentarz do „„Wszystko leciutko. Tlenik.” – Marcin Domin podsumowuje listopad

komentowanie jest wyłączone