Z tygodnia na tydzień widzę postępy – podsumowanie stycznia wg Roberta Cieloszczyka


  Styczeń to ok. 26h pedałowania, w plenerze, na rowerze stacjonarnym i trenażerze. Starałem się możliwie sumiennie realizować treningi, aczkolwiek incydenty chorobowe, a czasami praca do późna, przeszkadzały. Myślę, że jednak robię postępy, drobnymi kroczkami, ale robię :)

   Podobało mi się przełamywanie barier, np. to że jeździłem w coraz trudniejszych warunkach pogodowych i nie sprawiały mi one jakiegoś wielkiego problemu. Był trening przy ponad 12-stopniowym mrozie z porywistym wiatrem i dawałem radę. Podobało mi się, że z tygodnia na tydzień widzę efekty, np. w postaci nienadążania za mną kolegów :) lub dotrzymywania kroku tym, którzy mi uciekali. Fajne jest też to, że wyrabiam sobie pewną rutynę: jest trening to wsiadam i pedałuję.

   Nie podoba mi się natomiast konieczność przygotowywania się do jazdy (ze względu na aurę), ciepłe ubranie, oświetlenie, ustawianie liczników, itp. Najchętniej wsiadło by się i jechało. Uciążliwe jest też trochę mierzenie tętna co rano. Mam taką rutynę, że po przebudzeniu zakładam pulsometr, kładę się żeby uspokoić organizm, czasem przysypiam :) Nieraz zdarza się że coś się rozsynchronizuje, muszę powtarzać pomiar a trzeba wstawać do pracy. Ale to taka drobna niedogodność.

   Poza przypadkami kiedy próbowało mnie coś “rozbierać” to czułem się OK – zwykle po treningu lepiej niż przed. Ze względu na charakter mojej pracy (8-16) plus obowiązki po pracy, z reguły jeżdżę po zmroku, nieraz po 21, także dochodzi też zmęczenie po dniu. Z tego powodu raz czy dwa odpuściłem trening. Jednak nabyłem trenażer, więc myślę, że będzie mi teraz dużo łatwiej.

   Ponieważ widzę efekty oraz “skoro zacząłem to i skończę” mam zamiar nadal kontynuować program, żeby przekonać się jak praca przez całą zimę wpłynie na wyniki maratonów. Jeśli pogoda pozwoli, będę starał się organizować treningi w gronie znajomych, żeby było weselej i po to, aby motywacja rosła.

   Większy nacisk kładłbym na rozciąganie po treningu, bo nieraz je zaniedbuję. Musze też poćwiczyć “brzuszki”, bo to chyba jedyna część ciała która zachowuje kształt sprzed treningów :)