„Szwendanie po tawernach nie pomogło…” – Robert Cieloszczyk dzieli się wrażeniami z MK w Augustowie


   „Do maratonu starałem się przygotować przynajmniej od strony zaopatrzenia w węglowodany. Od czwartku dieta makaronowo-ryżowa plus Vitargo 2x. W niedzielę pobudka o 5.30, pozbieranie ostatnich rzeczy do pozbierania, przygotowanie izotoniku, białka, itp. W drodze do Augustowa zjadłem płatki owsiane na wodzie i jabłko. Dojechaliśmy planowo, także mogłem spokojnie się przygotować, zrobić rozgrzewkę. Rozgrzewka niezbyt optymistycznie mnie nastroiła – czułem że jakoś ciężko mi się pedałuje, ale miałem nadzieję, że to takie rozbudzenie organizmu.

   Na ustawienie sektorów lekko się spóźniłem, ale próbowałem się wcisnąć możliwie z przodu swojego wywalczonego w Wasilkowie drugiego sektora. Zapytałem kogoś – „to jest drugi sektor?”, otrzymałem odpowiedź twierdzącą, wcisnąłem się naciągając nieco taśmę :) i zadowolony stoję. Jednak okazało się że to trzeci sektor. Także summa summarum mam miejsce pod koniec drugiego, dzięki koleś…

   Nic to, jak mawiał Wołodyjowski, będę pruł bardziej na początku. I tak strategia jaką przyjąłem – nap…ędzać pedały na maksa od startu. Dystans krótki, w miarę płasko, nie ma co się szczypać. Wystartowaliśmy, no i zacząłem wyprzedzać, czasem ryzykownie, ale przeskoczyłem kilkanaście, może kilkadziesiąt pozycji. Trasa w miarę płaska, tylko nierówna, d* trzęsie. Wymęczył odcinek „błotny” – dość ciężko się przebijać, szczególnie jak przede mną dziewczę walczące dzielnie, ale nieco spowalniające.

   Do 15-17km jechałem dość sprawnie, może nie tak jak chciałem, ale nieźle. Potem lekkie „ujście powietrza z opon”. W pewnym momencie koleś przede mną fiknął pięknego orła przez kierownicę, nie zdążyłem go ominąć, przejechałem po leżącym kole, musiałem się podeprzeć. Kilka osób w tym czasie mnie minęło. Podjąłem dalszą walkę. Wciągnąłem żel, namierzyłem kolegę, którego już dochodziłem wcześniej i postanowiłem, żeby go jednak jeszcze raz spróbować objechać.

   Nie będę przytaczał zwrotów jakich używałem, żeby się dopingować :) ale wachlarz technik automotywacji był dość szeroki ;) Myślę, że weekendowo-majowe szwendanie się po tawernach i innych ogniskach na Mazurach nie pomogło mi w osiągnięciu formy, ale na plus mogę poczytać sobie to, że nie odpuszczałem sobie. Noga nie podawała, ale starałem się wycisnąć co się da. Na ok. 5km przed metą wyprzedziłem dwóch jadących razem kolarzy i trzymałem się przed nimi długo. Niestety objechali mnie na finiszu – za to mogę sobie dać kopniaka w cztery litery.

   Do mety dojechałem na 79/191 miejscu Open i 14/41 w kategorii z czasem 1:04:44. W porównaniu do poprzedniego roku miejsce gorsze, ale czas lepszy o prawie 4 minuty, a trasa była wg mnie trudniejsza ze względu na odcinek błotny. Kresowe dość dynamicznie się rozwijają, także konkurencja rośnie, szczególnie za sprawą gości zza wschodniej granicy.”

IMG_4310


2 thoughts on “„Szwendanie po tawernach nie pomogło…” – Robert Cieloszczyk dzieli się wrażeniami z MK w Augustowie

  • Marta

    „…przede mną dziewczę walczące dzielnie, ale nieco spowalniające.” za to też kopniaka sobie daj :P Trzeba się nauczyć wyprzedzać :d

    • Robert

      Oczywiście d* skopana za to też ;) aczkolwiek już za torfowiskiem wyprzedziłem :)
      W każdym razie dla zawodniczki wielki szacun za waleczność!

komentowanie jest wyłączone