„Luty podobał mi się najbardziej z dotychczasowych miesięcy” – podsumowanie lutego Macieja Chabrosa


Treningi w lutym przyniosły dużo nowych, ciekawych rzeczy. Mimo, że to najkrótszy miesiąc w roku, to w porównaniu do stycznia było to 5h jazdy więcej (34h12” w styczniu, 39h38” w lutym), i prawie 150km więcej (565km vs 711km). Minęły mrozy, więc trasy nie są już twarde i śliskie, ale za to zrobiły się miejscami rozmiękłe i błotniste. Pogoda była przez cały miesiąc świetna, może czasami trochę wiało, ale ani razu nie zdarzyło mi się zmoknąć. W końcu dzień wydłużył się na tyle, że wychodząc odpowiednio wcześnie z pracy mam szanse jeździć, gdy jest jeszcze jasno!

Przypadkowo napotkani kibice dopingujący mnie na finałowym segmencie. Fot. Archiwum prywatne Macieja Chabrosa

Przypadkowo napotkani kibice dopingujący mnie na finałowym segmencie.
Fot. Archiwum prywatne Macieja Chabrosa

Pojawiło się nowe ćwiczenie – TEMPO – i wg mnie jest to jedna z rzeczy, której mi do tej pory w całym moim rowerowaniu brakowało. Moje nowe ulubione ćwiczenie! Teraz wiem co robić i jak jechać, żeby nie wypompować się po kilku minutach, tylko być w stanie utrzymać tempo przez dłuższy czas. Ćwiczenia czasem dają się we znaki, ale niezbyt mocno i z jazdy na jazdę coraz mniej.  Myślę, że fajnie by było, gdyby treningi były kontynuowane w tym kierunku, być może stopniowo wydłużane, intensywniejsze, albo pod górę :)

 

Pozdrowienia ze Słowińskiego Parku Narodowego! Fot. Archiwum prywatne Macieja Chabrosa

Pozdrowienia ze Słowińskiego Parku Narodowego!
Fot. Archiwum prywatne Macieja Chabrosa

Nie zabrakło również przygód w czasie treningów, szczególnie jeden w nie obfitował. Najpierw gleba na zmarzniętej koleinie, na szczęście laptopowi w plecaku nic się nie stało. Zdarzyło się też kilka poślizgów, które jakimś cudem udało się ustać – koło 700x40C na śnieg do lasu? A co tam, w końcu jestę hardkorę! :D Na szczęście góral już naprawiony. Potem tylna przerzutka zakleiła mi się śniegiem tak, że zablokowała się na jednej pozycji. Później zresetował mi się pulsometr :/ A na koniec, jak już okazało się, że czas wracać, a ja jestem dalej od domu niż planowałem, postanowiłem wrócić na skróty drogą, którą już na pewno już kiedyś jechałem… Tylko że w dzień… Moja narzeczona na pewno by powiedziała, że zabłądziłem, ale ja uważam, że to by było stwierdzenie mocno przesadzone, a strategia „byle przed siebie” w końcu wyprowadziła mnie w znajome okolice :D Na innym… Zerwałem nowa spinkę od łańcucha! Jakiś chiński szajs, poprzednia wytrzymała 2500km, a ta urwała się po 300 km. Nota bene zaczęła zgrzytać po jednym z pierwszych powtórzeń :) 

Doskonalenie techniki jazdy chainless pod górę. Fot. Archiwum prywatne Macieja Chabrosa

Doskonalenie techniki jazdy chainless pod górę.
Fot. Archiwum prywatne Macieja Chabrosa

Zauważyłem, że moja waga lekko wzrosła, ale wyraźnie się ustabilizowała. Wcześniej potrafiła się zauważalnie wahać, i z dnia na dzień zmienić się z 84 na 82kg, a na następny dzień z powrotem. Teraz takie różnice są dużo rzadsze i waga utrzymuje się na poziomie 83,5 – 84,5kg.

Co prawda w tym miesiącu nie wydarzyło się nic mega pozytywnego, jednak ogólnie jako całość luty podobał mi się najbardziej z dotychczasowych miesięcy – być może ze względu na nowe, fajne ćwiczenia? Udało mi się (co prawda w ostatni możliwy dzień :) ) ukończyć lutowe Strava Climbing Challenge, co może dla bardziej zaawansowanych nie jest niczym ekscytującym, ale dla mnie przynajmniej jest motywacja, żeby w czasie treningu wybrać trasę ciekawszą, a nie łatwiejszą. Mam nadzieję, że w marcu też mi się uda! Jestem bardzo ciekawy, co czeka mnie w przyszłym miesiącu – mam nadzieję, że treningi będą kontynuowane w duchu Rule #5, a może nawet poprawię kilka swoich PRów i nieco podskoczę w kilku leaderboardach na jakiś segmentach :)