„Widzę poprawę pod wieloma względami” – podsumowanie marca Moniki Wójtowicz


„W marcu spędziłam na rowerze 36h 57min (oprócz tego 60 minut rozgrzewki przed treningami na siłowni) i jest to jeden z czterech ustanowionych rekordów w tym miesiącu. Drugim było osiągnięcie najwyższej średniej prędkości na trasie płaskiej (30,4 km/h). Trzeci natomiast ustanowiłam w terenie pagórkowatym (19,7 km/h). Oba te wyniki wykręciłam na trenażerze. Ostatnim sukcesem było skakanie na skakance przez 10 minut bez sekundy przerwy, podczas gdy na początku nawet minuta sprawiała mi trudność. Chyba świadczy to o ogólnej poprawie kondycji, czyli, jak się okazuje, nie tylko na rowerze.

W tym miesiącu działo się naprawdę wiele. Doszły nowe, ciężkie ćwiczenia. Oprócz tego zakończyliśmy pracę na siłowni, dzięki czemu teraz jest już tylko… trudniej. Koncentrujemy się bowiem, jedynie na treningu rowerowym. Ponadto na początku marca wypadło przeprowadzenie sprawdzianu. Raczej nie należę do optymistów ale widzę poprawę pod wieloma względami, a wynik testu tylko to potwierdził. Po nim Łukasz podniósł mi poprzeczkę jeszcze bardziej (wyższe granice tętna), mimo to nadal radzę sobie  z każdym treningiem.

Już wkrótce czeka mnie najważniejszy sprawdzian – maraton. Zaczynam odczuwać, że jestem właściwie przygotowana do zawodów i nabieram pewności siebie. Kiedy już tak niewiele czasu pozostało do pierwszego wyścigu, na pewno łatwiej o motywację na trening. Wystarczy pomyśleć, że to ostatnia prosta w przygotowaniach. Jednak mi i tak już od dłuższego czasu nie przeszło nawet przez myśl opuszczenie jakiegokolwiek treningu. Wiem, że takie myśli i tak by ze mną „przegrały”, gdyż zadanie tak czy inaczej wykonam. Raz nawet zdarzyło mi się skończyć jazdę po północy. Jestem teraz w treningowym transie. Jakby Łukasz zalecił mi polerowanie roweru i powiedział, że to wpłynie na wynik, wtedy mój sprzęt by codziennie lśnił.

W tym wszystkim jest coś magicznego, co powoduje, że nawet treningi w domu sprawiają mi przyjemność. Obstawiam, że chodzi tu o urozmaicenie spowodowane różnymi ćwiczeniami do wykonania. Po części też codzienne wypełnianie dzienniczka robi swoje. Dzięki temu zbieram dane z treningu, podsumowuję i wiem jak mi poszło, a ja lubię mieć wszystko uporządkowane. Nie idę już na trenażer ze spuszczoną głową i sarkastycznym powiedzeniem: „ale mi się chce!”, a do tego wykręcam bardzo zadowalający mnie wynik. Trening stał się przygodą i pewnego rodzaju wyzwaniem. Do tego, tak jak wspomniałam, widzę poprawę pod wieloma względami. Po pierwsze podczas długiej jazdy na trenażerze nie odczuwam kryzysu, który powodowałby, że muszę zwolnić. Świadczy to o wzmocnieniu wytrzymałości, czyli osiągnięciu jednego z celów, do których z Łukaszem dążymy. Po drugie wzrosła mi moc, a nawet kadencja. Oprócz tego poprawiłam się też w jeździe technicznej. Pomimo niewielkiej ilości leśnych wypadów zauważyłam, że w błotnistym terenie radzę sobie lepiej. Jestem zadowolona z tych postępów i czekam na zawody by osiągać kolejne cele.”