„Tylko spokój może nas uratować” – podsumowanie marca Pawła Dawidejta


„Podsumowując miesiąc poprzedzający kwietniowe zmagania, muszę tradycyjnie ponarzekać. Nie wiem skąd bierze się u mnie na starcie krytyczne podejście, ale wygląda na to, że „ten typ tak ma”. Po prostu chcę być fair w stosunku do tego, co robię.

Jak wspomniałem, marzec nie był najlepszym miesiącem pod względem sportowym. Złożyło się na to wiele czynników, m in. wyjazd na urlop oraz choroba, a raczej podwójne przeziębienie. Nie należę do osób wybitnie podatnych na wirusobakterie ale kiedy wszyscy wokół latają z chusteczkami i w powietrzu unoszą się całe szczepy niewidzialnego robactwa, nie sposób bronić się w nieskończoność i niestety uległem (poległem). Poległ również plan i realizacja marcowych założeń. Może nie całkowicie, bo nawet w chorobie do końca się nie poddałem, ale będąc osłabionym nie wykonałem go tak, jakbym tego chciał.

W marcu miał miejsce również test, który miał być odpowiedzią na to, czy zimowe treningi i to, co wykonałem do tej pory ma odbicie w rzeczywistej poprawie dystansu, szybkości, wydolności. Do testu podszedłem trochę na wariackich papierach, dzień przed wyjazdem na urlop i nie do końca byłem przygotowany/spakowany, a czas naglił. Dystans w porównaniu z jesienną próbą nieznacznie się poprawił, spadło tętno i nie mogłem wkręcić się na obroty. Pomimo niezadowolenia z wyników, test pokazał, że organizm lepiej znosi zmęczenie i w szybszym czasie się regeneruje – bardzo pozytywny fakt, zważywszy na interwałowy charakter zawodów, w których w tym roku wezmę udział.

Pozytywny aspekt miesiąca to pojawienie się nowości w planie, co sprawia, że trening nie jest nudny i monotonny. Nowe ćwiczenia, które zagościły w dzienniku to interwały siłowe i sprinty pod górę – potrafią solidnie zmęczyć i nabić łydę. Przetestowałem je będąc na urlopie z rodziną, gdzie miałem do dyspozycji dwukołowy szesnastokilogramowy czołg marki Apollo J. Dziwny to twór tajwańskiej inżynierii, dość popularny w UK. Po kilku zabiegach, zamontowaniu SPD-ków, swojego siodełka i odwróceniu mostka, ruszyłem na podbój Zjednoczonego Królestwa. Wyspiarski klimat o tej porze roku jest porównywalny z listopadem w Polsce czyli wiatr i deszcz. Zaliczyłem kilka wyjazdów pokonując sporą ilość podjazdów a także garść kilometrów po ścieżkach rowerowych, których możemy pozazdrościć.  

Do pierwszych startów pozostaje 19 dni. Muszę chyba trochę wyluzować i przygotować się do zawodów w sposób bezstresowy. Po prostu robić swoje i nie patrzeć na „setkitysięcy” kilometrów pokonanych przez rywali na Stravie, Endomondo czy innym trackerze. „Tylko spokój może nas uratować”.”

marzec

684,20 km

25:41:00

16 treningów