Prezentacja Paris-Roubaix


Kwiecień w kolarstwie nieodłącznie kojarzy się z klasykami. Nic dziwnego, w końcu prawie zawsze 3 z 5 monumentów przypadają właśnie w tym miesiącu (pod warunkiem, że Wielkanoc i Flandria nie wypadają 31 marca). Bruki, wąskie uliczki czy krótkie podjazdy to coś, co kochają kibice kolarstwa, w przeciwieństwie do większości zawodników. Szczególnie przez jeden dzień w roku 200 kolarzy czuje się jakby jechali w piekle. A dokładniej w „Piekle Północy”. Zapraszamy do zapoznania się z prezentacją Paris-Roubaix, które odbędzie się w tą niedzielę, 12 kwietnia.
 

TRASA

Jeśli ktoś interesuje się kolarstwem przynajmniej od 2-3 sezonów, to myślę, że nie trzeba mu jej specjalnie przedstawiać. Krótko mówiąc, Paris-Roubaix to chyba jedyny obecnie wyścig jednodniowy, gdzie już 100 kilometrów przed metą rozpoczyna się walka między najmocniejszymi zawodnikami. Wszystko za sprawą oznaczonego w tym roku numerem 18 Lasku Arenberg, który od wielu lat jest najtrudniejszym sektorem brukowym na całej trasie. Często już na tych 2400 metrach formuje się kilkunastoosobowa grupa, w której nie sposób znaleźć przypadkowych zawodników. Zazwyczaj na kilku następnych kilometrach grupy się zjeżdżają, ale na pewno już wtedy trzeba być z przodu jeżeli myśli się o zwycięstwie, czy chociaż miejscu w pierwszej „10” wyścigu.
 
Kolejne dwa sektory, które organizatorzy oznaczyli pięcioma gwiazdkami to Mons-en-Pevele i Carrefour de l’Arbre. Ten pierwszy liczy 3 kilometry i zaczyna się na ok. 50 kilometrów przed metą. Czasem, tak jak w 2012 roku, kiedy wygrał Boonen, decydujące ataki mają miejsce jeszcze przed nim, jednak w tym roku, pod nieobecność TurboToma i Cancellary raczej trudno zakładać taki scenariusz. Możemy być jednak niemal pewni, że od tego momentu na czele będzie nie więcej niż kilkunastu świetnie czujących się na brukach zawodników, którzy na następnych 9 sektorach powalczą o zwycięstwo. Kluczowym momentem jest często właśnie 4. od końca Carrefour de l’Arbre, który podobno w tym roku ma być jeszcze trudniejszy niż w poprzednich edycjach. Na te 2100 metrów bruku, kilkanaście kilometrów przed metą, zawodnicy często wjeżdżają w kilkuosobowych grupach lub nawet samotnie. Bardzo wiele zależy od tego kto jako pierwszy wyjedzie z tego odcinka – jeśli będzie to samotny kolarz z ponad 30-sekundową przewagą nad kolejnymi, to prawdopodobnie już wtedy poznamy zwycięzcę. Jeśli zaś ujrzymy kilkuosobową czołówkę, to możemy spodziewać się ataków w stylu Nikiego Tersptry w zeszłym roku lub też sprintu z dużej, jak na ten wyścig, grupy na torze w Roubaix. Warto zaznaczyć, że w tym wieku najliczniejsza grupa, która wpadła na metę jako pierwsza, liczyła zaledwie 4 osoby. Był to rok 2004, kiedy wygrał obecny komentator brytyjskiego Eurosportu, Magnus Backstedt. To najlepiej oddaje trudność tego wyścigu. Jo Planckaert powiedział kiedyś o Paris-Roubaix „Jeśli nie masz nogi, to prawdopodobnie najgorsze miejsce w jakim możesz być”.
Tom Boonen na trasie Paris Roubaix 2014 Źródło: Wikimedia Commons

Tom Boonen na trasie Paris Roubaix 2014
Źródło: Wikimedia Commons

 
Z kronikarskiego obowiązku dodam, że łącznie przewidziano 52,7 kilometra bruku, podzielonego na 27 sektorów, numerowanych od końca (1 to krótki docinek bruku w samym Roubaix, 27 to Troisvilles to Inchy na ponad 150 km przed metą). 3 wspomniane już przeze mnie we wcześniejszych akapitach odcinki oznaczono 5 gwiazdkami, 6 zostało ocenione na 4 gwiazdki, aż 13 w tej pięciostopniowej skali zasłużyło na 3, a pozostałe 5 to najłatwiejsze, jedno- lub dwugwiazdkowe sektory. Całkowity dystans to 253.5 kilometra.
 

FAWORYCI

W tej kwestii bardzo pomocny jest dla nas rozegrany w poprzednią niedzielę wyścig Dookoła Flandrii. Faworytem numer 1 wydaje się być Alexander Kristoff, który wygrał Ronde van Vlaanderen oraz przedwczorajsze Scheldeprijs. Co tu dużo mówić, jest obecnie jednym z najszybszych kolarzy na ostatnich metrach, a na flandryjskich hellingen pokazał też, że bardzo trudno jest go zgubić. Trzeba jednak pamiętać, że Paris-Roubaix to wyjątkowy wyścig, gdzie upadek lub defekt w niewłaściwym miejscu może pokrzyżować plany nawet najlepiej przygotowanego zawodnika. Do tego dochodzi fakt, że często liderzy swoich grup już na kilkadziesiąt kilometrów przed metą nie będą mieli swoich pomocników, co pomoże zawodnikom próbującym ucieczek na ostatnich kilometrach. Więc kto poza Norwegiem ma największe szanse?
 
Niki Terpstra wygrywa Paris-Roubaix 2014 Źródło: Wikimedia Commons

Niki Terpstra wygrywa Paris-Roubaix 2014
Źródło: Wikimedia Commons

Na pewno trzeba wspomnieć o zeszłorocznym zwycięzcy, Nikim Terpstrze, drugim na Ronde van Vlaanderen. Charakterystyka tego wyścigu bardziej odpowiada Holendrowi niż bergi Flandrii, zresztą, czy ktoś kto był w 3 ostatnich latach piąty, trzeci i w końcu wygrał Paris-Roubaix potrzebuje jakiejś dodatkowej reklamy? Nieco inaczej wygląda sytuacja Bradleya Wigginsa, który nie był nigdy wybitnym specjalistą od bruków, chociaż od dawna radził sobie na nich przyzwoicie, a w tym roku specjalnie się na „Piekło Północy” przygotowywał. Jeśli Sir Wiggo ma jakiś jasny cel, to nigdy nie można go lekceważyć, co wielokrotnie już pokazał. Kolejnym zawodnikiem, który pokazuje, że jest we wspaniałej dyspozycji jest Belg Greg Van Avermeat. 3 miejsce w Ronde to nie jest dla niego satysfakcjonujący wynik i na pewno będzie chciał pokazać, że był w stanie wtedy wygrać i spróbuje wjechać jako pierwszy na tor w Roubaix. Na pewno ma do tego predyspozycje, do tego jest dosyć szybki na finiszu, więc przy sprzyjających okolicznościach nie można odmawiać mu szans nawet w starciu z Kristoffem.
 
Przykrą prawdą wyścigów kolarskich, a w szczególności tych jednodniowych, jest to, że kandydatów do podium jest często kilkunastu, a miejsca na nim tylko 3. Trzeba zwrócić uwagę również na 2. rok temu Johna Degenkolba, Petera Sagana, Gerainta Thomasa, Sepa Vanmarcke, Zdenka Stybara, Andre Greipela, Jurgena Roelandtsa, Tiesja Benoota, Larsa Booma, Stijna Vandenbergha, Bjorna Leukemansa czy też kolarzy IAM Cycling – Hausslera, Chavanela i Elmigera. Dużo ich, ale tak jak wspomniałem, Paris-Roubaix to wyścig, gdzie pewną rolę odgrywa szczęście i żadnemu z wymienionych nie można odmawiać szans do miejsca w pierwszej trójce. Co więcej, mógłbym wypisać tutaj 2 razy więcej takich kolarzy, ale stwierdziłem, że mało kto by przez te wszystkie nazwiska przebrnął.
 
Gaudin, Van Avermeat i Terpstra na torze w Roubaix, 2013 Źródło: WIkimedia Commons

Gaudin, Van Avermeat i Terpstra na torze w Roubaix, 2013
Źródło: WIkimedia Commons

Na starcie wyścigu stanie tylko jeden Polak, Maciej Bodnar, który za zadanie będzie miał pomoc Peterowi Saganowi. Mimo to, Bodnar pokazał już, że potrafi jeździć po bruku, a w tym roku jest w bardzo dobrej formie, więc dosyć długo powinniśmy móc oglądać go w grupie razem z kandydatami do czołowych miejsc.

CIEKAWOSTKI

-Pierwsza edycja wyścigu odbyła się dokładnie 119 lat temu, w 1896 roku, a pierwsze 15 edycji kolarze jeździli za pacemakerami na tandemach lub motocyklach, na wzór dużo bardziej popularnego wtedy Paris-Bordeaux.
-Bruk nie zawsze odgrywał kluczową rolę w Paris-Roubaix. Stało się tak dopiero po I wojnie światowej, kiedy drogi w tych okolicach były w opłakanym stanie, a odbudowywano je najczęściej właśnie za pomocą kocich łbów. W latach 50. i 60. poprzedniego wieku organizatorzy ponownie odchodzili od charakterystycznych sektorów brukowych, co zmieniło się dopiero za sprawą Jeana Stablinskiego, który w 1966 roku zaproponował przejazd kolarzy przez słynny już Lasek Arenberg.
-Najstarszym zawodnikiem tegorocznej edycji, podobnie jak wielu innych wyścigów World Tour w tym roku, jest Matteo Tosatto z Tinkoff-Saxo, który za miesiąc skończy 41 lat. Z bardziej doświadczonych zawodników można wymienić też Lucę Paoliniego (38 lat) i Bjorna Leukemansa (37 lat), którzy mają szanse na bardzo dobry wynik w niedzielę. Na starcie pojawi się też Robert Forster (37 lat), znany niegdyś sprinter, który od 5 lat jeździ w amerykańskim UnitedHealthcare.
-Na przeciwległym biegunie znajduje się Tiesj Benoot, namaszczony już przez niektórych jako „młody Boonen”, który miesiąc temu skończył 21 lat. Niewiele starsi są Kung i Bonifazio, którzy również pokazali się w tym sezonie z bardzo dobrej strony oraz Rick Zabel, syn słynnego Erika. Wszyscy mają po 21 lat.
-Najlepszym wynikiem polskiego kolarza w tym wyścigu jest 14 miejsce, które wywalczyli Zbigniew Spruch (1999), a wcześniej również Joachim Halupczok (1990). 
-Na koniec coś, na co osobiście lubię zwracać uwagę – jeśli chodzi o egzotyczne kolarsko nacje, wystartuje jedynie Chun Kai feng z Tajwanu, w drużynie Lampre-Merida.
 
Transmisja w polskim Eurosporcie od 12.45 do około 17.00 w niedzielę.