Relacja Szymona Pomorskiego z maratonu w Brzezinach


Czas na kolejną, ostatnią już relację z pierwszego weekendu czerwca, tym razem z maratonu MTB w Brzezinach, gdzie pomimo pecha na trasie dobry wynik uzyskał Szymon Pomorski.

„Maraton o Puchar Prezesa PEC – brzmi jak typowy ,,ogór”, ale dla mnie te zawody były ważne z dwóch powodów – po pierwsze są organizowane przez mojego dobrego znajomego i trenera mojego brata, a po drugie trasa była poprowadzona w dużej części ścieżkami, na których trenuję. Nie mogło nas tam zabraknąć.

W dniu wyścigu pobudka wyjątkowo późno – dopiero o 7, śniadanie złożone z wyścigowej turbo-owsianki i świeżo wyciśniętego soku z bananów, jabłek i kiwi, a później wyjazd. Na miejscu byliśmy przed dziewiątą. Po spokojnym wypełnieniu formalności w biurze zawodów miałem mnóstwo czasu na snucie się po okolicach startu, przedwyścigowe rozmowy ze znajomymi i ustalanie taktyki z młodszym bratem, który przed startem maratonu miał swój wyścig XC- otwarte Mistrzostwa Szkół Podstawowych. Młody oczywiście pozamiatał, wygrywając swoją kategorię klas 5-6 i przy okazji objeżdżając startujących z nim gimnazjalistów, a ja miałem w tym swój skromny udział podając mu w czasie jazdy bidon i dopingując. Na ok. godzinę przed startem zjadłem batona, banana i pojechałem się grzać. W sektorze ustawiłem się na ok 10 min przed startem, co dało mi 4-5 linię.

Liczyłem, że uda mi się przedrzeć trochę do przodu na starcie honorowym za samochodem, ale niestety kierujący chyba trochę przecenił moc kolarzy. Od razu po strzale startera poszedł ogień jak na XC – 45 km/h wąskimi, krętymi i pagórkowatymi ulicami Brzezin. Peleton od razu się porwał, na czele utworzyła się kilkunastosobowa grupka do której próbowałem dociągnąć. Momentami brakowało mi 5-10 m, ale niestety trochę zabrakło. Po wjeździe w teren wyprzedziłem parę osób, którym mocny początek chyba trochę odbił w korby, szybko doszedł też do mnie chłopak z mojej kategorii. Na znanym mi z treningów podjeździe wyprzedziłem go i podkręciłem nieco tempo, licząc że go zerwę – to się nie udało, ale na następującym zaraz zjeździe wąska, kręta ścieżką poleciałem na granicy przyczepności i nadrobiłem z 200 m. Kiedy już zaczynałem cieszyć się, że jestem na prowadzeniu w kategorii przestrzeliłem zakręt i spadł mi łańcuch. Wystarczyło, żeby konkurent mnie wyprzedził, i zyskał kilkanaście sekund.

11406168_1104126676270906_3580965334542614955_o

Samemu nie mogłem go dojść, ale na szczęście zza pleców nadeszło wsparcie w postaci Magdy Sadłeckiej i dwóch zawodników: Krzyśka z Immergas 4MTB i Filipa z mojej kategorii. W tym składzie przejechaliśmy następne 10 km, przy okazji dochodząc i wyprzedzając chłopaka, który uciekł mi na zjeździe. Grupa pracowała skutecznie i równą pracą wyprzedziliśmy kolejnych paru zawodników. Na jednym ze stromych podjazdów odstawiłem Filipa i Krzyśka i zostałem z Magdą – nie dziwię się że wygrywała wyścigi rangi światowej, jeśli na sportowej ,,emeryturze” nadal jest taka mocna! Znów wydawało mi się, że prowadzę w M1, ale Filip szybko nas doszedł. Jechaliśmy w trójkę, aż do momentu w którym prowadząca na szybkim zjeździe Magda przestrzeliła zakręt i została z tyłu.

11402677_1103616006321973_7997632178317559879_o

Zaczął się pojedynek z Filipem. Parę razy udawało mi się go zerwać na parę metrów, jednak on nie pozostał dłużny i korzystając z mojego drobnego błędu na zakręcie przeprowadził mocny atak, ale też nie udało mu się wyrobić przewagi. W międzyczasie Magda doszła nas i odjechała. Co za kobieta! Zanosiło się na to, że kwestię zwycięstwa w kategorii przesądzimy na finiszu. Niestety… Na 5 km przed metą nagle okazało się, że nie widzimy strzałek ani taśm, a chwilę potem zorientowaliśmy się, że jesteśmy na odcinku trasy, który już jechaliśmy. Chwila konsternacji, parę niecenzuralnych słów o oznaczeniu trasy i zawracamy. Ostatecznie z powrotem na trasę pokierowała nas… para młoda, która w środku lasu robiła sobie sesję zdjęciową. Straciliśmy na tym całym zamieszaniu dobre 5 min i ok. 8 pozycji, dodatkowo ominęliśmy bufet.

1801335_949759995074189_7670580511327702599_o

Mimo to nadal liczyłem na ciekawą walkę z Filipem na finiszu, jednak na ostatnim kilometrze spadł mu łańcuch i zostałem sam. Na ostatnim kilometrze przed sobą zobaczyłem Krzyśka, którego przecież wyprzedziłem dawno temu! To trochę mnie dobiło i ostatnie kilkaset metrów przejechałem na luzie. Ostatecznie skończyłem wyścig na 14/61 miejscu open i 2. w kategorii. Gdyby nie zmylenie trasy byłoby ok. 7-8 miejsce open i walka w zwycięstwo w kategorii M1. Nie ukrywam, że trasa mogłaby być trochę lepiej oznaczona, ale to  jedyne, do czego mogę się przyczepić. Zresztą o randze ,,ogóra” może świadczyć fakt, że na najdłuższym dystansie pojawili się tacy zawodnicy jak Dariusz Poroś, Michał Cąpała, Mariusz Marszałek i Jarosław Wolcendorf. To też po części tłumaczy ostre tempo od startu. Z mojej strony uważam że zrobiłem wszystko co mogłem zrobić, żeby start był udany. No, może mogłem wypatrywać strzałek trochę lepiej, ale nawet najlepszym się zdarza.”

1487825_1104170782933162_514671559816208156_o