Relacja Michała Żurka z wyścigu w Hiszpanii


Jak widać podopiecznych Oxygen Cycling spotkać można nawet na wyścigach poza granicami naszego kraju. W ostatnich dniach Michał Żurek udał się do Hiszpanii, gdzie wystartował w maratonie MTB XXII Ruta Jose Alonso Calvente el Cebolleta (całe szczęście, że nasze rodzime wyścigi mają krótsze nazwy). Wybrał długi dystans, 90 km. Zapraszamy do zapoznania się z jego odczuciami z trasy!

„W dniu wyścigu było ciepło, a momentami wręcz gorąco. Myślałem, że wyścig będzie stosunkowo łatwy, jednak… w życiu się tak nie ujechałem.Początek jak na Mazovii, 30 km po małych pagórkach pod wiatr. Tempo było bardzo wysokie, jechałem w 3. grupce. Na podjazdach prawie odpadałem, trochę mnie trzymała tylna opona, w której miałem zbyt niskie ciśnienie jak na szuter. Trochę energii traciłem na wyraźnie wyczuwalne bujanie.

IMG_20150920_150642

Potem najgorszy podjazd ponad 30% po betonie, miejscami mogło być nawet powyżej 40%, koło zaczęło mi się ślizgać i ledwo co wepchnąłem rower na szczyt. Charakterystyczne dla wyścigów w Hiszpanii są tłumy localsów na co zabawniejszych (czytaj: stromych) odcinkach trasy położonych nieopodal miasteczek. Tak było i tym razem – prowadziłem rower, wnet dwóch typów wsadziło mnie z powrotem na niego i zaczęli pchać  pod górę. Żeby nie robić siary ujechałem za zakręt i zrobiłem sobie chwilę przerwy. Następnie podczas stromego zjazdu kolejnych doznań dostarczył silny boczny wiatr, zwiewający mnie ze ścieżki w cierniste krzaki.

12002256_10205204322369863_3919584020157649879_n

Przez chwilę nie mogłem po tych atrakcjach dojść do siebie, a do mety było jeszcze 50 km. Następne 20 km wiodło po wydeptanej przez zwierzęta kopytne łące pod silny wiatr. To było straszne. Teraz niskie ciśnienie z tyłu mi pomagało. Po tym odcinku przyszedł czas na kolejny podjazd na wzniesienie, na którym położona jest Medina-Sidonia. Ledwo się tam wtoczyłem. Powrót na szczęście z wiatrem, jechałem równym i wysokim tempem, wyprzedziłem wtedy ze 20 osób, a wszyscy którzy siadali mi na koło odpadali. Niestety, później pomyliłem trasę przez co straciłem około 3 minuty.

12042973_130058184013853_4221318707254397404_n

Jako totalny wrak dotoczyłem się do mety, a gdy zobaczyłem, że na deser zostało jeszcze mini XC prawie zwariowałem. Nie wiem jak, ale podjechałem kolejny stromy podjazd po piachu z agrafkami i wreszcie dojechałem na upragnioną metę. Tam tym razem zabrakło zwyczajowej Paelli, jednak nigdy nie brakuje piwa – czasami nawet rozdają po litrowej butli. Wyścig uważany jest za najtrudniejszy w Andaluzji. Niby profil trasy nie jest zbyt wymagający, ale nie ujechałem się tak nawet w Sierra Nevada gdzie wjeżdżaliśmy na 2500 m. Moje miejsce, 139/269 OPEN teoretycznie jest odległe, ale po zawodnikach widać było, że dużo jeżdżą – reszta wybrała krótsze dystanse.”


Jeden komentarz do „Relacja Michała Żurka z wyścigu w Hiszpanii

komentowanie jest wyłączone