Relacja Szymona Pomorskiego z Mistrzostw Warszawy XC


W ostatnich dniach odbyły się Mistrzostwa Warszawy w cross county, zaliczane również do Pucharu Mazowsza w tej dyscyplinie. Zawody odbył się w Kobyłce i, pomimo zaledwie 18. kolarzy na starcie, były bardzo mocno obsadzone. Sprawdźcie jak poszło naszemu zawodnikowi, Szymonowi Pomorskiemu!

„W odróżnieniu od Obiszowa, do startu w Kobyłce mogłem się w miarę normalnie przygotować. Dzień wcześniej pojechałem z tatą i bratem na objazd trasy, która okazała się być dość interwałowa, z dużą ilością krętych singli i fajnych hopek. Dodatkowo padający deszcz utwardził piach, którego, jak to na Mazowszu, wszędzie było pełno. W dniu zawodów wstaliśmy o 6.30, zjedliśmy muesli z jogurtem i bakaliami i pojechaliśmy do Kobyłki, na miejscu zawodów byliśmy ok 8.30. Okazało się, że to za wcześnie, bo mój brat startował dopiero o 10.40, ale dzięki temu mieliśmy sporo czasu na przygotowanie się, jedzenie i spokojny rozruch. Po zrobieniu zdjęć bratu i podawaniu bidonów tacie przyszła kolej na mój wyścig.

Na ok 40 minut przed wyścigiem ruszyłem na rozgrzewkę, która składała się z luźnego kręcenia po asfalcie i trzech sprintów pod górę. Na starcie zostałem ustawiony w 2 linii, za Jeziorem, Kubą Wolcendorfem i Rękawem, a obok Arka Jusińskiego i Mateusza Gosczyńskiego. Niezłe towarzystwo. Początek poszedł mi bardzo dobrze, w pierwszą sekcję single-tracków i hopek wjechałem na 6. pozycji. Chwilę potem wyprzedził mnie Adrian Jusiński – różnica prędkości była tak duża, że nie próbowałem nawet łapać się na koło. Za mną wciąż blisko byli Adam Kowalski, Mateusz Goszczyński i kolega z Bike Atelier, więc nie było mowy o jakimkolwiek zwalnianiu tempa. W połowie pierwszej rundy, po moim drobnym błędzie technicznym na ciasnej szykanie, wyprzedzili mnie Adam z Mateuszem, jednak ten pierwszy przewrócił się na piaszczystym zjeździe, a drugi został z powodu problemów z napędem.

Kawałek za mną dalej trzymał się zawodnik Bike Atelier. Na drugiej rundzie zdołał on dojść mnie i wyprzedzić. Postanowiłem nie kontrować jego ataku, tylko usiąść na koło i korzystać na płaskich odcinkach. Niestety, zaraz potem popełniłem parę drobnych technicznych błędów wynikających z dekoncentracji i dystans między nami zaczął się stopniowo zwiększać, do tego mój rywal zauważył szansę na ucieczkę i docisnął mocniej, stopniowo powiększając przewagę. Na ostatniej rundzie już nie miałem go w zasięgu wzroku. Ostatecznie wyścig zakończyłem na 9. pozycji, bez dubla.

Z mojego występu jestem dość zadowolony, szczególnie z pierwszych minut wyścigu, kiedy bez problemu trzymałem się za czołówką. Potwierdza to, że siłę maksymalną i sprinty mam na dobrym poziomie. Z jazdy na elementach technicznych też jestem zadowolony, a błędy o których pisałem zazwyczaj popełniałem w dość łatwych momentach i wynikały one ze zmęczenia i chwilowej dekoncentracji. Wszystkie ścianki pokonywałem szybko i płynnie, co potwierdzają też kibicujący mi tata i brat.