Podsumowanie września Moniki Wójtowicz


Tym razem, zamiast opisu jednego wyścigu, prezentujemy ciekawie napisane podsumowanie całego, bardzo udanego września w wykonaniu Moniki Wójtowicz. Można się dużo dowiedzieć przede wszystkim o jej treningach, startach w Maratonach kresowych oraz planach na końcówkę sezonu. Zapraszamy!

„Dziś ostatni dzień września, jednego z najbardziej udanych miesięcy pod względem dokonanych postępów, hm… mam nadzieję, że się nie powtarzam. 33 godziny spędzone na treningach wykorzystane do maksimum. Staram się jak najdokładniej wykonywać ćwiczenia i przestrzegać wszystkich planów, dlatego też zazwyczaj mentalnie czuję się lepiej po jeździe na trenażerze i coraz częściej zaczynam wybierać właśnie ten wariant.

Zaskoczeniem jest dla mnie to, że jeszcze na koniec sezonu poprawiam swoje wyniki. W ubiegłym roku już byłam tak zmęczona, że tylko odliczałam dni do ostatniego maratonu, a tymczasem co chwilę padają nowe rekordy. Jednym z nich było zdobycie aż 469 punktów podczas wyścigu w Krynkach. Kolejny sukces to osiągnięcie najwyżej prędkości – 69 km/h! Oprócz tego na ostatnim treningu wykręciłam średnią 31 km/h (wliczone są w to rozgrzewka i rozjazd, które te dane zaniżają)! Dodatkowo w niedzielę przebyłam rekordowy dystans podczas jednego dnia treningu, chociaż wyniku nie podaję, bo znam osoby, które robią tyle na co dzień, więc w porównaniu do innych może to dziwnie brzmieć.  Trener mówi, iż sama kiedyś się będę śmiała, że po przejechaniu tylu kilometrów ledwo żyłam, co jest bardzo zachęcające do dalszej pracy, bo nie mogę się doczekać tych czasów! Póki co, ten dzień zapamiętam na długo.

 Oprócz rekordów, czyli tego co dokumentują cyferki, dostrzegłam też inne zmiany na lepsze. Głównie chodzi o ćwiczenie o nazwie w/z-tki, które jest dla mnie najcięższe spośród wszystkich innych. Nie wiem jak trener to zrobił, ale nawet nie zdążyłam się zorientować, kiedy z trzech minut przerwy pomiędzy tymi powtórzeniami, nagle zrobiła się jedna minuta. Zauważyłam to przez przypadek, wracając do starych planów. W ostatnim tygodniu tego miesiąca aż dwa razy miałam za zadanie wykonać to ćwiczenie. Podołałam i zrobiłam postęp, bo coraz szybciej odpoczywam po skończonym interwale.

Robiłam to na trenażerze, ale oczywiście z jazdy w terenie zupełnie nie zrezygnowałam, bo trzeba korzystać póki jeszcze jest pogoda (wiem, wiem… ona jest zawsze tylko trzeba się dobrze ubrać – taka tam nauka Trenera, którą warto zapamiętać, szczególnie, że zbliża się zima). Ostatnio nawet trenowałam jazdę w grząskim piachu i ta sztuka również wychodzi mi lepiej, uniknęłam podparcia się! Przydatne było ćwiczenie jazdy z wysoką kadencją. Pozytywem jest także to, że we wrześniu ani razu nie przekładaliśmy treningu, była tylko drobna zamiana godzin, ale nic nie opuściłam. Zresztą nawet bym nie umiała tego zrobić. Jestem już tak przyzwyczajona do jazdy, że któregoś dnia wybierałam się do Kościoła w… spd. Zadziałał odruch sięgnięcia po najczęściej używane buty.

 

Treningi treningami, ale przecież formę najbardziej weryfikują zawody, a w tym miesiącu odbyły się dwa Maratony Kresowe, które poszły mi równie znakomicie jak przygotowania do nich! Wyścigi odbyły się tydzień po tygodniu: 13-stego i 20-stego września. Pierwszy z nich to Supraśl. Trasa bardzo wymagająca, wręcz roiło się od górek. Zdecydowaną większość podjechałam, niestety dwa razy z przyczyn losowych wprowadzałam. Zdobyłam brąz zajmując 9 pozycję w open. Starałam się i byłam zadowolona z mojego przejazdu, ale czegoś jeszcze mi brakowało – walki o każdą sekundę.

Chciałam poprawić się w kolejnym wyścigu, tak by już niczego nie żałować i mogę śmiało uznać, że to zrobiłam! W Krynkach, pomimo złego samopoczucia, wykręciłam swój najlepszy rezultat! Co ciekawe zajęłam dopiero (ale w tym gronie „aż”!) piąte miejsce w kategorii. W open byłam siódma. Trasa nie pode mnie, dużo piachu, oprócz tego z początku miałam problem z biegami, a w końcówce z siodłem, byłam źle ustawiona na starcie, bolał mnie brzuch. Podsumowując: wszystko było przeciwko mnie, a poszło mi wręcz doskonale! Straciłam zaledwie 5 min 49 sekund do pierwszej kobiety, a biorąc pod uwagę to, że kiedyś ta różnica wynosiła 20 minut, jest to naprawdę mało. W tym roku zbliżałam się już na 8 minut, a teraz udało się zejść poniżej sześciu!

Oprócz tych dwóch maratonów, miałam jeszcze w planach pierwszy raz wystartować na Poland Bike w Kielcach. Trener odradził i była to jedna z najlepszych decyzji. Po pierwsze trochę pożyłam w domu, po drugie wykonałam porządne, ciężkie treningi, a po trzecie maraton ten odbywał się w niesprzyjających warunkach atmosferycznych, co w najlepszym wypadku skończyłoby się katarem. A jeszcze inna sprawa, że być może w ostatniej chwili bym się rozmyśliła ze startu, tym samym psując cały plan treningowy, a niestety stać mnie na to gdy nie walczę w generalce. Dzięki temu, że zrezygnowałam z wyjazdu do Kielc, lepiej mogłam się przygotować do ostatniego  Maratonu Kresowego (dzień po dniu wykonałam 4 ciężkie treningi), który zadecyduje czy zakończę rywalizację w klasyfikacji generalnej open na miejscu 7, 8 czy 9. Wszystko rozstrzygnie się już na początku października.”